Sections

100-lecie Misjonarzy w Brazylii: XV. Kurytyba miasto uśmiechu w 1970

100-Brasil-Paszek-cover.jpg
Ks. Wiktor Paszek CM[*]

100-LECIE PRACY MISYJNEJ POLSKICH KSIĘŻY MISJONARZY
ŚW. WINCENTEGO A PAULO W BRAZYLII (1903–2003)
[**]



Ks. Zygmunt Piotrowski CM Kurytyba - miasto uśmiechu w 1970 roku

Kurytyba, stolica Stanu Paraná, znana jest od lat wszystkim, którzy coś słyszeli lub czytali o emigracji polskiej w Brazylii. Można by ją nazwać stolicą emigracji polskiej, ponieważ w większej liczbie zamieszkują tu Polacy, niż w innych miastach brazylijskich. Do niej wybrali się prawie sto lat temu Polacy z Santa Catarina, bo im niedobrze było wśród Niemców i na ziemiach piaszczystych, wyjeżdżając do Kurytyby wielkimi wozami – ku zdziwieniu mieszkańców, aby osiedlić się w pobliskim Pilarzinho, a później w Abranches. Podobnie w późniejszych latach emigranci polscy przybywali do tej „Mekki Polskiej” i stąd rozjeżdżali się w rozmaite strony Brazylii. Jeszcze 50 lat temu Kurytyba była małym miasteczkiem z kilku tysiącami mieszkańców. Mogli się emigranci porozumieć po polsku i po niemiecku, bo wiele sklepów było w rękach Niemców. Wielu Polaków osiadło naokoło miasta i do dziś dostarczają miastu warzyw. Na tym się wzbogacili i wielu pobudowało sobie piękne domy. Pomału miasto poczęło się rozrastać i przedłużać coraz dalej swe ulice, tak, że dziś starzy nie mogą wyjść z podziwu, bo gdzie był dawniej las, tam biegną kilometrowe asfaltowe ulice. W ostatnich latach stolica ogromnie się rozbudowała i rozszerzyła, otrzymując nazwę „Miasta Uśmiechu”.

Miasto leży w dolinie a jednak prawie tysiąc metrów nad poziomem morza. Z rozmaitych stron miasta roztacza się piękny widok gór prowadzących do morza i do portu parańskiego Paranaguá. Góry te otrzymały nazwę „Serra do Mar”. Do portu jedzie kolej przez wiele tuneli, a nieraz tor kolejowy biegnie przez stoki gór, tak że ma się wrażenie, iż pociąg zawisł w powietrzu. Mieszkańcy miasta uważają sobie za obowiązek, aby gościom czy turystom pokazać starą drogę kolejową i nowoczesną drogę kołową asfaltową. Kiedy rozpoczęto uprawiać kawę w Północnej Paranie, około 20 lat temu, zaczęły się ukazywać w Kurytybie „drapacze chmur”. Była to dobra lokata pieniędzy. Najpierw liczyły one 10, 15 pięter, potem szły coraz wyżej, na wzór Nowego Jorku. Dziś drapacze dochodzą do 40 pięter. Kto był w Nowym Jorku i widział te kolosy na 40, 60, 80 i więcej pięter, ma wrażenie – zbliżając się do Kurytyby – że to jakiś mniejszy Nowy Jork, jak to zresztą widać na fotografii obok. Ostatnich dwóch burmistrzów zwróciło uwagę na urbanistykę miasta i poczęło robić plany, spodziewając się jeszcze większego rozwoju miasta. Przedtem nikt o tym nie pomyślał, i wiele ulic jest zbyt wąskich dla samochodów. Stąd codziennie notuje się wiele wypadków samochodowych. Poprzedni burmistrz Ivo Arzua postanowił rozszerzyć ważniejsze arterie jak: Marechal Deodoro, ulicę 15 de Novembro, a także inne. W tym celu nakazał burzyć domy, choć to wymagało wielkich kosztów od magistratu. Odszkodowania bowiem szły w miliony i miliardy starych kruzeirów. A jednak udało się i Kurytyba przyjmuje obecnie wygląd nowoczesnej metropolii. Nic dziwnego, bo tu skupia się całe bogactwo Parany. Tu budują się rezydencje i wille nowoczesne najbogatszych ludzi. Można podziwiać różnorodne pomysły architektów w budowie rezydencji prywatnych i wielkich „drapaczy chmur”. Nie mają one wyglądu koszarowego. Każdy dom inaczej się przedstawia, w inny sposób skonstruowano podstawę na słupach z garażem dla samochodów. Z całą satysfakcją podziwia się talent architektów, inżynierów i budowniczych. Dziś nie można budować domów jak dawniej, gdzie kto chciał. Wszystko zależy od planu urbanistycznego miasta. Spodziewać się można, że za parę lat Kurytyba urośnie do 2 milionowego miasta, bo już dziś liczy 600 tys. mieszkańców, podczas gdy 20 lat temu miała 200 tysięcy. Obecny burmistrz Omar Sabagg idzie w ślady poprzednika i nawet myśli o „metro” – podziemnej kolejce, a częściowo i górnej, jak to teraz jest po wszystkich większych miastach. Mieszkańcy tracą dużo czasu na stanie w ogonkach przy autobusach i jadą jak śledzie w beczce. Tak jest dziś w Kurytybie. Jeśli mieszkańcy mogą sobie pozwolić na wspaniałe wille i domy, to nic dziwnego, że kupują samochody. Tych ostatnich dziś w Brazylii nie brak, bo kilka kompanii dostarcza czy to Willys– Ford, czy Chevrolet, Volkswagen, Chrysler itd. Ulice miasta są po prostu zawalone samochodami, czy to „zaparkowanymi”, czy w ruchu i ty przechodniu uważaj, abyś się nie dostał pod samochód, bo co dzień notują po kilka wypadków. Jak o bogactwie miasta świadczą wspaniałe rezydencje i wille, tak podobnie i samochody, zwłaszcza Ford–Galaxie za 35 milionów starych kruzeirów, które często się spotyka na ulicach. A prym wodzą niemieckie „Fuki” tak skracają nazwę Brazylianie samochodów Volkswagen. Wozy te są bardzo ekonomiczne, łatwe do kierowania.

Polacy posiadają kilka towarzystw w mieście jak Kościuszki (najstarsze), Piłsudskiego, Dobroczynno–Kulturalne. Największe to União Juventus. Niestety, nowy zarząd pousuwał dużo elementu obcego.

Kurytyba może się poszczycić wielkim polskim zespołem śpiewaczym i tanecznym, któremu nadano nazwę „Kurytybskiego Mazowsza”, pod kierunkiem ks. Józefa Zająca, byłego baletmistrza warszawskiego – p. Tadeusza Morozowicza i pani Haliny Marcinowskiej. Zapraszają ten Zespół na wszystkie ważniejsze uroczystości nie tylko w Kurytybie, ale do innych stanów Brazylii. W ten sposób Zespół jest propagatorem kultury polskiej w Brazylii. Jest jeszcze drugi zespół folklorystyczny należący do Towarzystwa União Juventus.

Społeczeństwo polskie i Brazylianie polskiego pochodzenia mogą być dumni, że w ostatnich latach przybyło sporo inteligencji. Znani są powszechnie i mają uznanie u Brazylian sędziowie Wyższego Sądu z dr Grabskim i dr Zygmuntem Gradowskim na czele; wybitni lekarze, jak dr Edwin Tempski, były poseł stanowy i działacz społeczny; dr Mieczysław Barański, dr Grabowski; adwokaci, jak dr Bronisław Ostoja Roguski, dr Edward Żelak, dr Alir Rataszewski, dr Paweł Filipiak, dr Lucjan Kasprzak, dr Sokołowski; inżynierowie jak: Jan i Lubomir Ficińscy, Władysław i Tadeusz Lachowscy, Rizio Wachowicz, Klemens Panek, Marian Skalski, liczni dentyści, z dr Wincentym Flenikem i dr Sieciechowiczem na czele, liczni profesorowie gimnazjów i kilku profesorów uniwersyteckich z dr Mieczysławem Barańskim i prof. Ruy Wachowiczem na czele. Język polski słyszy się często na ulicy, w sklepach, i w autobusach. I wreszcie spotyka się polskich Żydów, którzy z przyjemnością porozmawiają po polsku w swych sklepach.

Tak pokrótce przedstawia się Kurytyba w obecnym roku, dla lepszej informacji Polaków rozsianych po świecie, do których rąk dojdzie ten „Kalendarz LUDU”.


(Przedruk z „Kalendarza LUDU 1970”)



poprzedni rozdział Wstęp spis rozdziałów

[*] Ks. Wiktor Paszek CM - ur. w 1931 r.; do Zgromadzenia Misji wstąpił w 1949 r., święcenia kapłańskie w 1956 r. W 1960 - 1999 pracował w Brazylijskiej Prowincji Kurytyby (do 1969 była to Wice-Prowincja Polski w Kurytybie). Przez wszystkie lata w Brazylii był zaangażowany w głoszenie misji ludowych i rekolekcji w trzech stanach na południu Brazylii: Parana, Santa Catrina, Rio Grande do Sul

[**] publikacja wydana nakładem Wydawnictwa Instytutu Teologicznego Księży Misjonarzy w Krakowie w 2003 r.; ISBN 83-7216-333-2; projekt okładki i opracowanie graficzne, ks. Wacław Piszczek CM

[***] na temat innych misji zagranicznych, na których pracują polscy Misjonarze św Wincentego a Paulo można przeczytać na stronie internetowej SEKRETARIATU MISYJNEGO